Polski Transport, FidgetSpinnery i Komisja Europejska…

Całkiem niedawno świat oszalał na punkcie fidget spinnerów. Jak zwykle moda przyszła z USA i szybko zyskała całą rzeszę zwolenników, szczególnie w gimnazjach. Ale co to jest ten cały fidget spinner? W sumie są to najczęściej cztery łożyska połączone w kształt trójkąta plastikiem lub metalem, a cała zabawa polega na wprowadzeniu tego ustrojstwa w ruch wirowy. Nie jest to raczej wielce wyszukany wynalazek, sam pamiętam, jak za młodu uwielbiałem bawić się łożyskami, które miał w garażu dziadek, zabawa przednia, a cała radość polegała na tym, że coś się kręciło 😀 Sam zamysł zabawki powstał w 1993 roku, kiedy amerykańska inżynier Catherine Hettinger złożyła wniosek patentowy. Celem zabawki miała być pomoc w polepszeniu koncentracji i redukowaniu lęków u dzieci z ADHD i autyzmem, jednak założonych właściwości terapeutycznych nie udowodniono. W 2017 roku nastąpił natomiast prawdziwy boom na to ustrojstwo. Spinnery są wszędzie, w różnych kształtach, kolorach i rozmiarach. Jeśli o mnie chodzi, to nie mam nic do zarzucenia tym zabawkom, dostrzegam plus, ponieważ mogą pomagać w wyrobieniu zdolności manualnych czy po prostu zręczności dłoni (tak jak słyszałem, że masturbacja, ćwiczy biceps), jednak już znalazły się organizacje, które okrzyknęły ten gadżet mianem dzieła szatana czy wręcz symbolem jego wyznawców (sic!). Co za porąbany kretyn wpadł na tak upośledzony pomysł?

 

 

Mam pewne podejrzenia, że to jeden z bandy debili, którzy w Brukseli wymyślili, że marchewka to owoc, a imigranci pochodzą tylko z Afryki i są muzułmanami…

 

Ile kurwa Polskich zestawów?! Maine God!!! Ich habe zawał kurwa!

 

Skoro już jesteśmy przy tej zgrai kretynów, nie mogę powstrzymać się przed komentarzem na temat ich poczynań w transporcie. Nie od dziś widomo, że właściciela Unii, czyli Nazi… znaczy Niemców, mocno boli rozrost branży transportowej w krajach wschodnio-europejskich. Należy zaznaczyć, iż najbardziej spektakularny sukces na tym polu odniosła Polska, która już enty rok z rzędu jest niekwestionowanym liderem na europejskiej arenie, zostawiając daleko z tyłu takie potęgi jak Niemcy czy Francję. Dla przykładu w roku 2016 szacowano, iż w ruchu międzynarodowym Polska posiada około 200 000 zestawów.

 

Potoczny ból dupy u dotychczasowych liderów transportu, tak zwanej wielkiej czwórki transportowej (Francja, Belgia, Holandia, Niemcy), wzrósł do tego stopnia, iż zdecydowano się na ruchy protekcjonalne względem rodzimego transportu. Niestety trzeba było to pogodzić z zasadą otwartości i swobodnego przepływu usług, która jest filarem Unii Europejskiej. I tak zebrało się czterech niezadowolonych z faktu, iż niespecjalnie udał się plan, który miał w założeniu poprzez przyjęcie krajów postkomunistycznych stworzenie ogromnego rynku zbytu i dalsze pomnażanie zamożności twórców Unii. Ministrowie transportu usiedli i myśleli, na początku skrycie, później jednak otwarcie, debatując nad rozwiązaniami. Na fali populizmu doszli do wniosku, że można wykiwać filary unijne i pod przykrywką dbania o interesy kierowców ze wschodniej części Unii wprowadzić płacę minimalną, aby szefowie nie wykorzystywali dumpingu socjalnego i godnie płacili kierowcom. Ot tak sprzedana historyjka, w rzeczywistości była sprytnym manewrem, który miał zmniejszyć ilość konkurencyjnego (czytaj: obcego) transportu na rodzimym rynku.

 

Jak się plan udał? Chyba nie muszę tłumaczyć, wystarczy powiedzieć, iż nasi przewoźnicy bardzo szybko przystosowali się do nowych reguł i lokomotywa polskiego transportu jedzie dalej. Skoro to nie wypaliło, trzeba było podjąć dalsze kroki, przecież jakoś trzeba pozbyć się transportu ze wschodu UE. Następnym krokiem było wprowadzanie zakazów odpoczynków regularnych (czterdziestopięciogodzinnych) w kabinach ciężarówek i tu także wypuszczono zasłonę dymną w postaci sztucznego żalu nad losem kierowców, którzy koczują wymienioną liczbę godzin w kabinie na stacjach. Taki odpoczynek wedle wprowadzających kierowca może odebrać, spędzając go w hotelu…

 

Wszystko fajnie i pięknie na piśmie, elektorat to kupił, jednak nikt nie zadał pytania, czy te kraje dysponują odpowiednią ilością infrastruktury hotelowej w bezpośrednim sąsiedztwie parkingów oraz czy parkingi przy stacjach są w sposób należyty zabezpieczone przed aktami wandalizmu i kradzieżami przewożonego towaru? Na oba pytanie odpowiedź brzmi: „Nie”.

 

Oczywiście kary za złamanie tych przepisów przede wszystkim odczują kierowcy. To na naszej kieszeni głównie odbije się ta cała sytuacja. Właściciel firmy, który ma dwadzieścia, trzydzieści zestawów, nie odczuje tak mocno mandatu, powiedzmy 1000 euro, jak kierowca, który dostanie, dajmy na to, połowę z tego…

 

I jak do tego ma się hymn unijny, jak to leciało…? „Radość tryska z piersi Ziemi, radość pije cały świat.
Dziś wchodzimy, wstępujemy na radości złoty ślad”…

 

POST REPLY